24 maja 2020

Las w parku? Park w lesie?


Zupełnie przypadkiem tam trafiłam. Był to co prawda cel mojego spaceru, ale nie wiedziałam czego oczekiwać i nie spodziewałam się, że to miejsce tak bardzo mnie zaskoczy i zauroczy.
Parki w Tokio są podobne i na ogół wiadomo czego można się spodziewać. Czego? No jakiegoś takiego uporządkowania przestrzeni, nic na żywioł. Tak przynajmniej ja to odbieram, ale oczywiście nie znam wszystkich tokijskich parków, a jest ich sporo, o czym pisałam jakiś czas temu w poście o zieleni w Tokio (klik), więc z pewnością jakiś nietypowy też się trafi.

W ostatnią niedzielę, kiedy mąż zaproponował spacer (nadal dni wolne spędzamy na pieszych wyprawach po okolicy) do parku pod nazwą Park Leśny spodziewałam się kolejnego zwykłego parku. I słuchajcie, trafiłam do lasu! Takiego ze ściółką i prawdziwym leśnym zapachem.

Tego dnia zawitało do nas lato, było gorąco (30 stopni), ale jeszcze sucho (właściwe lato jest okropnie wilgotne). Bardzo przyjemnie spacerowało się wśród drzew, które rzucały cień i dawały ochłodę. Niestety, lato sobie poszło już następnego dnia i nastał tydzień chmur, deszczu i chłodu :(

Skąd w ogóle takie miejsce w Tokio?
Otóż, w okresie Edo (1603-1868) na tych terenach szoguni urządzali polowania z sokolnikami. Później, w okresie Meiji (1868-1912) hodowano tu herbatę i morwy. Z kolei w okresie Taishō (1912-1926) uznano, że tak dobrze nasłonecznione i pełne zieleni miejsce będzie się doskonale nadawać na sanatorium gruźlicze. Kiedy miasto Tokio rozpoczęło budowę sanatorium (ukończone w maju 1919 roku), w okolicy zaczęto sadzić dodatkowe rośliny, aby jeszcze bardziej poprawić jakość powietrza. Tak powstała szkółka drzew Nogata, która działała do 1971 roku.
W 1915 roku na terenie szkółki posadzono derenie kwieciste (po jap. hanamizuki) otrzymane od rządu amerykańskiego w podziękowaniu za sakury, które miasto Tokio podarowało Ameryce trzy lata wcześniej. Nawiasem mówiąc to te sakury rosnące nad Potomakiem w Waszyngtonie. Z dereni hodowano sadzonki, które później sadzono m.in. wzdłuż miejskich ulic. To chyba już wiem, dlaczego spotykam derenie kwieciste na każdym kroku ;-)

W 1971 roku tereny dawnej szkółki Nogata przylegające do rzeki Egota przekształcono w park Kitaegota. W 1993 roku szpital, który działał na miejscu sanatorium, został przeniesiony do dzielnicy Shinjuku. Po kilkunastu latach, w 2007 roku, na terenie poszpitalnym połączonym z parkiem Kitaegota utworzono nowy park – Egota-no morikōen, czyli Park Leśny w Egota. Obecnie 70% parku stanowi las wraz ze stawem biotopowym.
Nie jest to duży park. Ma powierzchnię około 60 000 m2, czyli 6 ha. Znajduje się na górce, a wokół płynie rzeka (hmm, właściwie rzeczka) Egota. Bliżej rzeki, na płaskim terenie, zbudowano boisko do różnych sportów. Wokół parku poprowadzono też trasę biegową. W japońskich parkach, zwłaszcza tych większych, bardzo często znajdują się tereny sportowe – boiska, korty, itp.






Staw biotopowy, a za nim w głębi rośnie cedr himalajski.


Nie mogło zabraknąć zagajnika bambusowego :-)

Alejka wokół parku wzdłuż rzeki Egota otaczającej park.


 

Starałam się nie fotografować ludzi, więc musicie uwierzyć mi na słowo, ale tego dnia było dość tłoczno. Domyślam się, że ten park na co dzień cieszy się dużą popularnością wśród mieszkańców, a dodatkowo była niedziela i piękna pogoda. Mimo że władze proszą o ograniczanie wychodzenia z domu, to wcale się nie dziwię, że ludzie nie mogli usiedzieć w mieszkaniach. Tereny sportowe były zajęte, grano w piłkę, w badmintona, biegano – i bardzo dobrze, ruch jest ważny. Ale ogólnie chyba nastąpiło pewne rozluźnienie, bo np. spotkałam sporo osób bez maseczek, a w ostatnich miesiącach praktycznie wszyscy napotkani przeze mnie ludzie je nosili.

Na terenie lasu niektórzy piknikowali (głównie obcokrajowcy), dzieci biegały z siatkami na owady albo próbowały coś wyłowić ze stawu. W Japonii bardzo popularne jest trzymanie w domu różnych owadów złapanych wcześniej przez dzieci.

Ja chodziłam niemalże w amoku zachwycona takim zwykłym lasem dostępnym w środku miasta, niewielkim, ale zawsze. Próbowałam odnaleźć różne drzewa, o których dowiedziałam się z tablicy informacyjnej parku. Między innymi szukałam: derenia kwiecistego, kasztanowca japońskiego, tulipanowca amerykańskiego, styraka japońskiego, cedru himalajskiego, Ilex latifolia (po jap. tarayō, gatunek ostrokrzewu), Firmiana simplex (po jap. aogiri, gatunek z rodziny ślazowatych). Udało mi się rozpoznać tylko dereń, cedr i styrak, a kasztanowca po prostu nie znalazłam. Wiem już, co będę robić następnym razem w tym parku ;-)

Japońska nazwa styraka, ego-no ki, znaczy drzewo ego. Kiedy pierwszy raz spotkałam się z tym drzewem, od razu zdecydowałam, że ego w jego nazwie pochodzi od osobowości i Freuda. I bardzo mi się ta nazwa spodobała :)
Ale pudło! Okazało się, że owoce tego drzewa są cierpkie, działają drażniąco na język i gardło, a to uczucie po japońsku określa się jako egui lub egoi. I stąd nazwa.

Kwitnący styrak.
 


Na hubę w Japonii mówimy siedzisko małpy (saru-no koshikake).


   
Takie coś leciało z drzew, w bardzo dużych ilościach, przy każdym podmuchu wiatru. Niestety, nie udało mi się zidentyfikować drzewa :(

A to tak na szybko zorganizowana przekąska piknikowa ;-)

Jeszcze tam wrócę. I to nie raz.


24 komentarze:

  1. Cudnie! Musisz na jesieni sprawdzic czy nie rosna tam jakies "nasze" grzyby bo matsutake to raczej nie............. za duzo by bylo chetnych!
    Pozdrawiam Aga z Czech

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprawdzę, ale i tak nie wolno zbierać, no chyba, że po kryjomu.
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  2. Wygląda na to, że panika wirusowa raczej jest wam obca. Takie parki, lasy w środku miasta to coś niepowtarzalnego. Pewnie nie ma porównania ale Park Centralny w Nowym Jorku robi bardzo duże wrażenie zwłaszcza jesli ma się wyobrażenie, że wielkie miasto to sam beton.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej tak. Tylko raz czy dwa taka mała paniczka się pojawiła, kiedy ludzie zaczęli wykupywać papier toaletowy ;-)
      Nie byłam w Nowym Jorku, ale z tego co widziałam na filmach to Park Centralny to coś fantastycznego.
      Ja sie ucieszyłam nie tyle z samego parku co z kawałka prawdziwego lasu.

      Usuń
  3. I tak powinno być, dla każdego, co lubi, albo uporządkowany ogród, albo leśne zakątki. Lubię jedne i drugie, bo i te uporządkowane bywają piękne.
    Nie ma to jak piknik na świeżym powietrzu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, dla każdego coś innego. Te uporządkowane też bardzo lubię, ale trudno trafić tutaj na zieleń taką naturalną, więc ten kawałeczek zwykłego lasu bardzo mnie zachwycił.

      Usuń
  4. U nas też już 30 stopni, ale na szczęście jest się gdzie schłodzić. No i w Szwajcarii nie jest tak wilgotno.
    Miejsce znaleźliście naprawdę super.
    Tak mi się przypomniało, że jak byłam mała to też zawsze coś przynosiłam do domu żeby hodować. Oj czego to nie miałam. ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też miałam różne zwierzątka w domu, ale nic nie przynosiłam takiego znalezionego w przyrodzie ;-) Raczej nie przepadam za owadami i tym podobnymi żyjątkami.
      Te 30 stopni przy niskiej wilgotności to sama przyjemność. Nawet nie chcę mysleć o zbliżającej się porze deszcozwej i mokrym lecie...

      Usuń
  5. Ładnie tam. Lubię takie miejsca.Zagajnik bambusowy wypatrzyłam nawet i w Berlinie,w okolicy tut. Ogrodu Botanicznego. Bambusy spełniały rolę żywopłotu - b. wysokiego.
    Tu do najbliższego takiego leśnego parku mam ok.5 km. To dawne tereny "Pałacyku Myśliwskiego". Teraz w Pałacyku jest kawiarnia, a w niej super sernik śmietanowy.W ogóle sporo odleglejszych od centrum miasta terenów to lasy i jeziorka,
    nadal będące w granicach miasta.
    Z tym "luzowaniem" pandemicznym to trzeba uważać bo 10 maja we Frankfurcie n.Menem odbyła się w kościele baptystów msza, "tak jak dawniej", co zaowocowało zakażeniem covidem-19 40 osób spośród biorących udział w tej mszy.
    Serdeczności;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale mi narobiłaś smaku tym sernikiem śmietanowym. Chyba juz od jakiegoś czasu chodzi za mną sernik, ale taki porządny, a nie jakaś pianka sernikowa. Chyba sama upiekę bo nie mogę trafić na taki jaki chcę.
      U mnie prawdopodobnie w najbliższych dniach odwołaja stan wyjątkowy w ostatnich kilku prefekturach, w tym w Tokio. Już np. domy towarowe i inne większe sklepy wznawiają działaność, ale maski są wymagane i dezynfekcja rąk.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  6. Jak się domyślasz jestem zachwycona że jest w Tokio taki park.
    Dziękuję za jego historię a przede wszystkim za piękne zdjęcia. No i te pnie mnie urzekły bo to dla mnie po prostu rzeżby. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja dziękuję za odwiedziny. Tak myślałam, że spodobają Ci się te pnie :)

      Usuń
  7. Aniu, prawdziwy las w środku wielkiego miasta, to zdarza się bardzo rzadko i tylko w krajach o wysokim poziomie kultury. Kiedy oglądałam zdjęcia, strasznie chciałam poczuć leśny zapach - to uwielbiam najbardziej - wilgotny las. A te co spadają z drzew, to nie są lipowe kwiatuszki? Dziękuję bardzo za kolejny spacer po twoim mieście. Przytulaski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapach lasu był super. Bardzo dawno nie byłam w lesie, więc tym bardziej się ucieszyłam.
      Chyba masz rację z tą lipą. Zupełnie o niej nie pomyślałam, pewnie wydała mi się zbyt zwyczajna, a ja szukałam wśród bardziej egzotycznych drzew. Przy następnej wyprawie do tego parku jeszcze sprawdzę. Dzieki! :-)

      Usuń
  8. Piękne miejsce! Z długą i ciekawą historią, a co najfajniejsze-w środku Tokio, które niestety wciąż przede wszystkim kojarzy się jako betonowa dżungla. Aż trudno w to uwierzyć! I ta wspaniała, dla mnie całkowicie egzotyczna roślinność chociaż niektóre nazwy znane mi są ze słyszenia:-) To z pewnością był dla Was wyjątkowo przyjemny niedzielny spacer:-)
    Pozdrawiam i tulam mocno, Magnolio:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znasz się na roślinach ;) Ja tutaj ciągle sie uczę, a ponieważ ogólnie słabo się znam (nawet mieszkając w Polsce rozpoznawałam niewiele), to prawie każda roślina jest dla mnie wielkim odkryciem.
      Również bardzo serdecznie pozdrawiam, Amasjo :)

      Usuń
  9. Mokuren, kolejny piękny zakątek Tokio pokazałaś. Las w mieście, prawdziwy, pachnący, żywy las to coś fantastycznego. Kwitnący styrak ładny, a pnie drzew skojarzyły mi się ze starymi słoniami... tak jakoś ;) A jakie swojskie schodki ziemne umocnione drewnem :) Baaardzo mi się podoba w tym parku, mieliście świetny spacer. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, te schodki ziemne wydały mi się takie swojskie ;-)
      Bardzo jestem ciekawa jak tam jest jesienią.
      Serdecznie pozdrawiam :)

      Usuń
  10. Wspaniałe miejsce.
    Widziałam te sakury w Waszyngtonie. Jesienią niestety, ale i tak cudne.
    Ciekawi mnie to sanatorium. Skończone w 1919, więc art deco. Mam nadzieję, że nie zburzyli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, zburzyli :( I nawet nie natrafiłam na żadne zdjęcie budynku, kiedy szukałam informacji o historii parku...
      A waszyngtońskich sakur zazdroszczę :)

      Usuń
  11. poszukiwanie drzew jest znakomitą zabawą. rozpoznawanie zresztą też. powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  12. Wspaniała historia powstania lasu w parku. Naprawdę czarowne miejsce. Kiedy przypomnę sobie wycinanie drzew przez ministra Szyszko i nie tylko, to złość nachodzi mnie totalna. A ostatnio trafiłam na program w telewizji, że w jakimś polskim miasteczku wycięto na rynku wszystkie stare drzewa, plac zabetonowano, a w miejsce utraconych drzew, postawiono donice z czymś, co drzewem będzie za wiele lat. Dziękuję za wspaniałą opowieść. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, miejsce jest urokliwe i to wspaniale, że się ostało.
      Ale i tutaj wycinają. Do tej pory nie mogę odżałować pieknych drzew, które wycięto pod budowę oceanarium w moim poprzednim miejscu zamieszkania. Od razu się denerwuję jak tylko sobie to przypomnę.
      To ja dziękuję za odwiedziny. Serdecznie pozdrawiam :)

      Usuń