Dzisiaj pospacerujemy
po okolicach mostu Nihonbashi. Nie, nie wróciłam do zwiedzania Tokio, nadal
mamy się powstrzymywać od wychodzenia z domu bez potrzeby, więc nie jeżdżę po
mieście, ale przeszukałam swoje zasoby fotograficzne i znalazłam zdjęcia z
zeszłorocznego wrześniowego spaceru, których jeszcze nie pokazywałam.
Most
Nihonbashi, oczywiście na rzece Nihonbashi:), to dość ważne miejsce i
popularne wśród turystów. Został
wybudowany w 1603 roku jako element planu porządkowania sieci dróg przygotowanego
przez szoguna Tokugawa Ieyasu. Rok później zdecydowano, że most będzie stanowił
punkt początkowy gokaidō, czyli pięciu głównych szlaków,
które rozpoczynały się w Edo (dawna nazwa Tokio), a kończyły m.in. w Kioto czy Nikkō.
Pierwotnie przez długi czas most był drewniany
i niestety nie oparł się pożarom, które bardzo często wybuchały w Edo. Do 1868
roku płonął 10 razy, w tym 8 razy spalił się doszczętnie.
Na początku okresu Meiji
(1868-1912) w miejsce drewnianego wybudowano most kamienny. Obecny most,
również kamienny, w stylu renesansowym ukończono w kwietniu 1911 roku. Ma 49 metrów
długości i 27 szerokości. W 2011 roku obchodził stulecie i z tej okazji pod
koniec 2010 roku przeprowadzono jego wielkie czyszczenie.
Kiedy podchodzimy w
pobliże mostu, w oczy rzuca się przede wszystkim autostrada przebiegająca nad
nim. Co prawda wisi na niej napis Nihonbashi, ale i tak most zauważamy dopiero po chwili zdezorientowania. Autostradę
wybudowano w 1963 roku w związku z Igrzyskami Olimpijskimi Tokio 1964.
Most zdobią brązowe posągi mitycznego zwierzęcia zwanego kirin (jego pojawienie się uważane jest za dobry znak) i lwów.
![]() |
Lew opiera łapę na herbie Tokio. |
Kiedyś po środku mostu stał
kandelabr (?) wyznaczający kilometr zerowy, ale w 1972 roku przeniesiono go na
skwerek obok mostu, a na jego miejsce w nawierzchni drogi umieszczono płytę z
napisem „Drogowy punkt zerowy Japonii”. Autorem napisu jest ówczesny premier
Satō Eisaku (1901-1975, notabene jedyny do tej pory japoński zdobywca
Pokojowej Nagrody Nobla). Replikę tej płyty również umieszczono na skwerku.
Obok stoją też tablice z podanymi odległościami do wybranych miast.
Dawny kandelabr wyznaczający kilometr zerowy. |
Replika płyty umieszczonej w nawierzchni drogi. |
Tablica z odległościami do różnych miast. Np. Chiba - 37 km, Niigata - 344 km, Sapporo - 1156 km. |
A to skwerek z kandelabrem i płytami kilometra zerowego. |
Wzdłuż rzeki od mostu
Nihonbashi do sąsiedniego Edobashi działał targ rybny aż do 1923 roku, kiedy to
po wielkim trzęsieniu ziemi został przeniesiony do Tsukiji (działał tu do
października 2018 roku, następnie przeniesiony do Toyosu na sztuczną wyspę w Zatoce
Tokijskiej). Pierwotnie rybacy z niedalekiej wysepki Tsukuda położonej w ujściu
rzeki Sumida sprzedawali prosto z łodzi pozostałości z dostaw dla szoguna i daimyō
(pan feudalny). Stopniowo targ rozwijał się i rozrastał. Stał się jednym z
gwarniejszych i tętniących życiem miejsc Edo. Transakcje przeprowadzano na łodziach,
a następnie towar przenoszono do sklepów usytuowanych na nabrzeżu i tam
sprzedawano.
W 1954 roku dla upamiętnienia
dawnego targu rybnego, obok mostu wśród zieleni ustawiono posąg Otohime i tablicę informacyjną. (Otohime
to córka władcy mórz, jedna z mieszkanek legendarnego podwodnego zamku Ryūgū.)
Ale Nihonbashi to nie tylko
rzeka i most. Tak nazywa się również spory kwartał w północnej części dzielnicy
Chūō przylegający do rzeki i mostu. Znajdują się tu m.in.: Tokijska Giełda
Papierów Wartościowych, główna siedziba Banku Japonii, firmy farmaceutyczne, obiekty
handlowe. Jednym z takich obiektów handlowych jest słynny dom towarowy
Mitsukoshi. Początki działalności handlowej, pod inną jeszcze nazwą, sięgają
XVII wieku. Jako dom towarowy Mitsukoshi (pierwszy dom towarowy w Japonii!)
rozpoczął działalność pod koniec 1904 roku.
W Nihonbashi znajduje się
ich główny sklep. Obecny budynek pochodzi z 1935 roku, a w 2016 roku został
uznany za ważny zabytek kultury.
Przed głównym wejściem od 1914 roku witają nas dwa lwy
z brązu wzorowane na tych z londyńskiego Trafalgar Square. W tym samym roku
zainstalowano też pierwsze w japońskim obiekcie handlowym schody ruchome.
W holu
głównym od 1960 roku stoi rzeźba przedstawiająca tennyo – mitologiczną istotę
niebiańską płci żeńskiej, która ma symbolizować szczerość, uczciwość – podstawowe zasady, którymi
kieruje się firma w stosunku do klientów. Autorem
jest Satō Gengen
(1888-1963). Wykonanie tego ogromnego dzieła zajęło mu prawie 10 lat! Rzeźba
jest wykonana z drewna, a następnie pokryta zdobieniami. Tennyo unosi się nad kielichem kwiatu w otoczeniu iryzujących obłoków.
Wyobraźcie
sobie, że w domu towarowym Mitsukoshi można także posłuchać koncertu organowego. W
piątki, soboty i niedziele, trzy razy dziennie, o godz. 10.00, 12.00 i 15.00.
Organy kinowe produkcji amerykańskiej sprowadzono w 1930 roku; od 1935 roku
znajdują się w holu głównym na drugiej kondygnacji.
Spójrzmy jeszcze na ulicę biegnącą od mostu Nihonbashi w stronę domu towarowego Mitsukoshi.
A na zakończenie spaceru mały bonus. Zdjęcie z dzisiaj.
Komainu (lwy-psy) w chramie też noszą maseczki :)
Spaceruję
zazwyczaj bez maseczki, ale w tej sytuacji wchodząc na teren chramu założyłam, bo nie wypadało
inaczej ;-)
Jestes kopalnia wiedzy o Tokio, bardzo dziekuje za te wszystkie wiadomosci i tylko zaluje,
OdpowiedzUsuńze nie znalam Twoich blogow przed moimi kiedys
dosyc czestymi wyjazdami do Kanto.
Mnie rozczuil widok Hachiko dogu w maseczce, byl taki program na NHK o Shibuya.
Mam nadzieje ze mimo wszystko bedziesz miala mily Golden Week.
Aga z Czech
Malo piszesz, prosze o wiecej, przynajmniej raz w tygodniu.
Dziękuję za miłe słowa, ale mnie przeceniasz :) Po prostu sprawdzam, wyszukuję informacje w różnych źródłach. Trochę to zabiera czasu więc raz w tygodniu nie dam rady pisać, ale postaram sie częściej niż ostatnio.
UsuńA w przyszłósci, jak już stanie się to możliwe, nie planujesz znowy wyjazdu do Japonii?
Dziękuję i Tobie również życzę miłego weekendu:)
Tez grzebie w roznych materialach o Japonii bo opisuje moj zbior pocztowek Gotochi. Znasz je? Ale gdzie mi do Ciebie! W dodatku nie znam japonskiego.
UsuńCzytalam u 3Cats o masle - sprobuj w Costco,/najtansze w Jap/ ale to chyba daleko od Ciebie i trzeba miec karte czlonkowska. Najwiekszy jest w Kawasaki ale Ty mieszkasz chyba gdzies w Takaido? Czy w czasie poprzedniego pobytu w Tokio bywalas w Yotsuya?
/wiesz co mysle/. Pozdrawiam Aga z Czech
Do Costco mam daleko, ale ostatnio masło znowu pojawiło się w okolicznych sklepach i mam nadzieję, że już będzie dostepne stale.
UsuńPozdrawiam :)
Nie przypuszczałam że zacznę maj od spaceru i zwiedzania Tokio.
OdpowiedzUsuńPisz proszę częściej, bo to wszystko jest bardzo ciekawe.
Najserdeczniej Cię pozdrawiam...
Życie jest pełne niespodzianek ;-)
UsuńPostaram się, bo ostatnio trochę zaniedbałąm blog.
Dziękuję i również gorąco pozdrawiam :)
Bardzo , bardzo ładny jest ten kamienny most.W moim odczuciu każdy kamienny most ma swój odrębny charakter i niestety jest ich coraz mniej na świecie, bo to jednak wiekowe obiekty.Nic dziwnego, że ta praca zabrała człowiekowi 10 lat życia- tyle szczegółów! To wcale nie długo przy takiej ilości detali. Bardzo ciekawe miejsce i te budynki też ciekawe a i ładne.Chyba powinnaś wydać przewodnik po Tokio- taki przewodnik po ciekawych miejscach. Mało Cię na blogu, a szkoda!!!!
OdpowiedzUsuńSerdeczności;)
Z tymi kamiennymi mostami, zresztą nie tylko mostami, to i tak jest lepiej niż z drewnianymi, które np. pożar strawi bardzo szybko.
UsuńPrzewodnik po Tokio? Nie wiem, czy bym pokonała konkurencję, tzn. czy napisałabym coś ciekawszego od już istniejących ;-)
Postaram się być częściej.
Gorąco pozdrawiam :)
Najpierw obejrzałam zdjęcia i znowu skojarzenie, ze architektura nowa łączy się na każdym kroku z nową.
OdpowiedzUsuńTen kandelabr jest ogromny i piękny, podobnie jak rzeźby.
Szkoda, że drewniane budowle płona, to także przecież cuda architektury i ludzkiego kunsztu...
No niestety, całe mnóstwo drewnianych budowli przepadło w pożarach :(
UsuńA takie połączenia starej architektury z nową (o to Ci chodziło, prawda?) można tutaj spotkać w wielu miejscach.
Miłego weekendu :)
Przepraszam za błąd, miało być nowa ze starą, gdzie ja mam głowę...
UsuńNic nie szkodzi, domyśliłam się :))
UsuńŁadny ten kiryn. Lubię takie potworki. ^_^
OdpowiedzUsuńW ogóle pokazałaś tu takie perełki miasta, jakby całkowicie wyrwane z kontekstu. Lubię takie zaskakujące punkty w miastach.
Muzyka organowa w takim miejscu... no no...
Kirin rzeczywiście fajny jest. Jest też piwo o takiej samej nazwie.
UsuńJa też byłam zaskoczona tymi organami. Weszłam do środka, żeby odpocząć po spacerze i skorzystać z łazienki, a okazało się że mogę też wysłuchać koncertu. Nawet dość długi był. To jest dość ekskluzywny i elegancki dom towarowy, więc dbają o swoich klientów.
Pierwsza myśl, że dużo lwów, ale w maseczkach - wręcz rozbrajające :) Pokazałaś starsze zdjęcia, ulice pełne ludzi , a teraz - pustki wszędzie. Nie wiem jak u Was, ale na pewno mniej ludzi na ulicach. Kamienne mosty, budowle, mury - uwielbiam kamień, jako budulec ma urok nieporównywalny z niczym. Może z drewnem, ale - niestety - drewno znika w płomieniach błyskawicznie. Łączenie starego z nowym - tez charakterystyczne i często spotykane u Ciebie. Organy - niesamowite po prostu w takim miejscu! Rzeźba przedstawiająca niebiańską istotę - cudo prawdziwe.
OdpowiedzUsuńDzięki za piękną wycieczkę! Sciskam najserdeczniej :)))
Te lwy to tylko dwa są :-) Chciałam dodatkwo pokazać z bliska.
UsuńZdjęcia są z września zeszłego roku, wiec ludzi dużo jak zwykle, ale teraz rzeczywiście pusto jest, przynajmniej w tych najbardziej uczęszczanych miejscach.
Nie ma za co, cieszę się, że Ci się podobało :)
Jakie to szczęście, że te lwy mają maseczki! Będą zdrowe! Ale boginie też powinny mieć zabezpieczenie, a już smok Kirin, w którym się zakochałam, tym bardziej. w końcu ma już swoje lata. No i punkt zero, niestety kojarzący mi się z ludobójstwem w Kambodży, przepraszam za asocjacje, ale tak już mam. Jestem zachwycona twoim miastem i sposobem, w jaki o nim opowiadasz. Pewnie tak właśnie pisałabym o Montrealu, gdyby ro nie było tak dawno... (dwadzieścia kilka lat temu, kiedy to zleciało). Przytulam
OdpowiedzUsuńA wiesz, że aż muszę sprawdzić w jakiś sposób czy kirin też ma obecnie założoną maseczkę ;-)
UsuńNie przepraszaj, to normalne, że różne rzeczy różnie się kojarzą. Sprawdziłam o co chodzi i wcale Ci się nie dziwię. Jakieś ogólne pojęcie miałam, ale akurat rok zerowy nie został mi w pamięci.
A może jednak coś napisz :-)
Kompletnie inny świat od mojego. No i skoro Komainu miało maseczki to rzeczywiście ... byłoby nietaktem bez niej. Cuenca ma również moc zabytków i ciekawostek. Ale gdzie mi do Ciebie w ich opisywaniu.
OdpowiedzUsuńDzięki to był kawałek bardzo fajnej historii.
Nie ma za co :)
UsuńBardzo lubię Twoje opisy Cuenci, piszesz bardzo ciekawie i czytałabym je częściej, bo polityka niespecjalnie mnie interesuje :)
Zachwycona jestem tymi dziełami rąk ludzkich. Dziesięć lat pracy Sato nad rzeźbą robi wrażenie.
OdpowiedzUsuńI jeszcze należy zazdrościć tego pomysłu z koncertami w galeriach i domach towarowych.
Takie perełki z Tokio rzadko się spotyka, mimo że Japonią się interesuję...
Serdeczności zasyłam
Rzeźba rzeczywiście robi wrażenie. Zupełnie się czegoś takiego nie spodziewałam wewnątrz domu towarowego, zresztą koncertu organowego też nie. Dlatego uznałam, że warto o tym napisać.
UsuńSerdecznie pozdrawiam :)
Wnętrze tego sklepu jest cudowne.
OdpowiedzUsuńMasz rację, robi wrażenie :)
UsuńRewelacyjny spacer i cudowna przewodniczka. Jestem zachwycona! Tyle ciekawostek i architektonicznych perełek. Z każdą Twoją notką czuję, że coraz lepiej znam Tokio:-) Uwielbiam smoki więc kirin (bo to chyba smok?) zostaje moim ulubieńcem chociaż nie wygląda jak dobry duch;-)
OdpowiedzUsuńRzeźba Gengen'a piękna i kolorowa. Imponująca. A lwy w maseczkach rozbawiły mnie:-)
Pozdrawiam serdecznie i nie daj się temu wirusu!
Dzięki! Lejesz miód na moje serce :-)
UsuńKirin to taki "mieszaniec": kształtem przypomina jelenia, głowę ma smoka, ogon krowi, kopyta końskie, a ciało pokryte łuskami.
Amasjo, Ty też nie daj się temu wirusu ;-)
Pozdrawiam!
Nie dawam się!;-)
UsuńTak trzymać! ;-)
UsuńKochana
OdpowiedzUsuńZa piękny, pouczający spacer, choć tylko wirtualny, serdecznie Ci dziękuję 🤗🧡
Maseczki nosimy cały czas, mam ich kilka kolorowych, jak lubię.
Pozdrawiam cieplutko, zielono, nareszcie z deszczykiem w roli głównej u nas 💚🌲🍀🌻☕🍓🧁🙋
Morgano, to ja dziękuję!
UsuńJak jeszcze trochę będzimy nosić maseczki, to pojawi się w końcu jakaś moda maseczkowa ;-)
U mnie też dzisiaj deszczyk w roli głównej, ale jutro ma się rozpogodzić. Pozdrawiam serdecznie.
o rany... iryzujące obłoki sprawiły, ze musiałem sprawdzić, co to jest.
OdpowiedzUsuńoczywiście nazwy miast i odległości z tablicy pamiątkowej przeczytałem bez zająknienia...
ile tych znaków trzeba znać, żeby przeczytać gazetę? albo książkę? pewnie ze dwa miliardy...
Ja też to musiałam sprawdzić.
UsuńDomyślałam się, że Ty na pewno poradzisz sobie z tymi nazwami i odległościami ;-)
Do przeczytania gazety to tak chyba z półtora tysiąca wystarczy, a książki - to zależy czy z tych mądrzejszych czy lekkich. Jeśli jakaś mądra to hmm... dwa-trzy tysiące?
Oficjalna lista znaków powszechnego użycia z 2010 roku zawiera ich 2136.
moment - czy to oznacza, że do poważniejszego dzieła nie wystarcza znajomość wszystkich oficjalnych znaków powszechnego użycia? to sugeruje, że nikt w Japonii nie wie, ile tak naprawdę tych znaków jest. bo może pan Kowalski (ten japoński) wymyślił sobie znak na zgniłą w 3/4 pomarańczę, albo coś równie absurdalnego i znak jest używany przez 15 osób z jego najbliższej okolicy raz na trzy lata, ale jest... zgroza. nie lubię obrazków. kocham pismo... obiecuję nie narzekać na ubogość słowników. tam jest więcej słów niż 2136... przed ambitnymi Japończykami pole do popisu - z wyobraźni i kaligrafii.
UsuńTym znakiem na zgniłą pomarańczę poprawiłeś mi humor na cały tydzień :-)))
UsuńTa lista to powiedzmy takie minimum, żeby funkcjonować na co dzień. Poza tym to jest lista pojedynczych znaków, a one w złożeniach (np. po dwa, po trzy) tworzą wyrazy, więc kombinacji jest sporo.
Co do całkowitej liczby znaków (kanji) to rzeczywiście trudno określić jednoznacznie. Mam na przykład słownik, który zawiera ponad 11 tysięcy pojedynczych kanji, a różnych złożeń 64,5 tys.
Na szczęście nikt sobie nie wymyśla nowych kanji, w każdym razie nie przeciętny Kowalski.
Fantastyczna wycieczka :))). Most przepiękny, te wszystkie detale, historia.. niesamowite wrażenia z fotorelacji, a co dopiero na żywo! Dom towarowy robi niezwykłe wrażenie, miło tam wejść choćby tak tylko dla wrażeń estetycznych :).
OdpowiedzUsuńDziękuję!
UsuńTak, dom towarowy bardzo ładny w środku i można spędzić trochę czasu na oglądaniu. Z zakupami gorzej - bo ceny dość wysokie ;-)
A planowaliśmy w tym roku ponownie odwiedzić Tokio...
OdpowiedzUsuńPokazałaś piękne miejsca. Dom towarowy mnie zachwycił! A tennyo jest wyrzeźbiona w trochę indonezyjskim stylu.
Oj, to szkoda. Ale w przyszłym roku pewnie już będzie można podróżować, co się odwlecze to nie uciecze :).
UsuńMoże twórca się inspirował ;-)
Witaj Magnolio!
OdpowiedzUsuńChciałam sie tylko upewnic czy wszystko u Ciebie w porządku.
Serdeczności pozostawiam :-)
Dziękuję, Stokrotko, wszystko w porządku, tylko trochę mało aktywna jestem ostatnio w blogosferze...
UsuńPozdrawiam słonecznie :)
Uwielbiam Twoje posty, bo nie tylko zawierają wiele cennych informacji faktograficznych, ale bardzo ciekawe zdjęcia. Najbardziej zachwycił mnie ten "stwór" z głową smoka, ogonem krowim i oczywiście cudowna rzeźba. Zawsze z przyjemnością wchodzę na Twój blog, bo tyle można się dowiedzieć. Zapatrz się na lwy i noś maseczkę. Uściski.
OdpowiedzUsuńIwono, ogromnie Ci dziękuję za te wspaniałe słowa. Dla takich komentarzy warto pisać :-)
UsuńJakiś czas temu udało mi sie kupić maseczki wielorazowe, takie do prania, więc noszę. Widzę, że stwór kirin wzbudził powszechne zainteresowanie. Mnie najbardziej urzekła jego paszcza.
Pozdrawiam słonecznie :)
Ależ tutaj ciekawie! Powiało egzotyką i to taką z górnej półki :) Rzeźba w domu towarowym niesamowita. Jako że kocham zwiedzanie szczególnie miejsc zabytkowych, sprawiłaś mi ogromną ucztę. Posągi mitycznego zwierzęcia zwanego kirin są również przepiękne. Pozdrawiam, Pola
OdpowiedzUsuńWitam Cię serdecznie, Polu!
UsuńCieszę sie, ze zwiedzanie sprawiło Ci przyjemność. Mam nadzieję, że jeszcze do mnie wpadniesz :)