W
ostatnim czasie staram się unikać komunikacji miejskiej i skupisk ludzi, więc
spaceruję po okolicy. Sama sobie przy tym tłumaczę, że przecież trzeba zwiedzić
dzielnicę, w której się mieszka i te sąsiednie, bo mieszkam na styku trzech, więc raz zwiedzam moją, innym razem te
sąsiednie.
Przeważają osiedla mieszkaniowe, a właściwie tereny mieszkaniowe, bo nie są to takie typowe osiedla jak w Polsce. Składają się na nie domy jednorodzinne, niewielkie domy wielorodzinne na wynajem, wysokie bloki. Ale są też parki, skwery, rzeki, sklepy, oczywiście szkoły i przedszkola. Zdarzają się również zakłady pracy czy jakieś małe fabryczki
wciśnięte pomiędzy domy. Jakoś tak wszystko jest wymieszane – nadal mnie to za
każdym razem dziwi.
Chodząc wąskimi uliczkami można natknąć się na różne ciekawostki,
a ludzi spotyka się rzadko – dlatego bardzo lubię takie spacery. Jedyny chyba
minus, to brak przewidywalności przebiegu ulic. Niezliczoną ilość razy
natknęłam się na ogrodzenie czy dom stojący na końcu drogi, choć wydawało się,
że ta droga powinna biec dalej. Już się nauczyłam, żeby bez zaglądania do mapy
nie chodzić na skróty.

Rzeka
Shakujii (wym. siaku-dzi-i) ma 25,2 km długości i płynie m.in. przez moją
dzielnicę. To bardzo fajna trasa spacerowa. Miejsce ze zdjęcia nie jest zbyt atrakcyjne, ale na pewnym odcinku rzeka obsadzona jest sakurami
i wygląda o wiele lepiej – w następnym wpisie pokażę.
Przy
jednym z mostków nad rzeką Shakujii stoją dwie rzeźby. Pierwsza to „Zabawa z wodą” (mój tytuł „Śmigus-dyngus”), a ta druga to „Łódeczka z liścia bambusa”.
 |
To kumkwat - jeśli dobrze rozpoznałam. |
 |
Na placu zabaw stała taka pompa (?). Po pokręceniu kołem, woda wylewa się z tej srebrnej kulki na kamieniu. |
 |
Myślałam, że to teren świątyni, a okazało się, że prywatna posesja. Pewnie jakaś bogata rodzina właściciela ziemskiego, bo i na sąsiednich domach wisiały tabliczki z tym samym nazwiskiem. |
 |
Przykład pomieszania: stary dom jednorodzinny obok nowoczesnego domu wielorodzinnego. |
Dwa
zdjęcia poniżej to spora ciekawostka. Wśród domów mieszkalnych natknęłam się na „turystyczny ogród jagodowy” (plantacja to chyba określenie na wyrost). Po
powrocie do domu zajrzałam do internetu i okazało się, że takich ogrodów owocowych jest
bardzo dużo w tej dzielnicy. Oferują truskawki, mandarynki, winogrona, kiwi,
kaki, ale jagodowych jest najwięcej – aż 30. W Japonii
popularna jest dość droga rozrywka typu „jedz ile chcesz / nazrywaj sobie ile
chcesz”. Ten ogród ze zdjęcia otwarty jest w lipcu i sierpniu.
Można nazrywać sobie jagód (tutaj akurat nie wolno jeść) płacąc 200 jenów (ok. 7 zł) za 100
gramów. Ciekawa jestem, czy są ograniczenia ilości na osobę lub czasowe, bo
przy takim niewielkim areale to raczej nie na długo starczy.
 |
Po lewej stronie widać ogrodzenie budowy bloku mieszkalnego, a to rozłożyste drzewo w głębi to sakura. |
 |
Tak w Japonii suszymy pranie i wietrzymy pościel. Mało kto się przejmuje takimi widokami. |
 |
Kwitnąca sakura... |
 |
... i jeszcze zbliżenie. |
 |
Ciekawe, czy wewnątrz też wszystko w odcieniach różu? |
 |
Jedno z drzew wiśni zasadzonych z okazji narodzin w 1933 roku następcy tronu (chodzi o cesarza Akihito, który abdykował w zeszłym roku). |
PS Bardzo
serdecznie dziękuję Annie z bloga Anna Pisze za sugestię, żeby pokazać zdjęcia z moich
spacerów. Zmobilizowałaś mnie do odkurzenia bloga :)))
Ależ tam ciasne te uliczki- notoryczny brak miejsca. Rozczulające są te skraweczki ziemi, na której rośnie z trudem jedno drzewko czy też krzaczek.Osobiście lubię spacery takimi uliczkami- tu też często krążę właśnie po ulicach a nie po Volksparku.
OdpowiedzUsuńTa "pompa" to chyba nie pompa a uliczny wodopój dla spragnionych ochłody, no bo jak nabrać wody z tej kulki osadzonej na kamieniu? Cieszę się, że wreszcie coś napisałaś i mam nadzieję, że będziesz częstszym gościem na swym blogu.
Serdeczności;)
Oj, tak, niektóre uliczki są naprawdę bardzo ciasne. Dom na domie, można zapomnieć o ogródku, więc każdy wolny skrawek ziemi jest wykorzystywany.
UsuńNo właśnie nie wiedziałam jak to nazwać. Może to po prostu dzieło sztuki? Wody nabrać się nie da, służy tylko do polewania tego kamienia.
Anabell, dziękuję :)) Postaram się, już mam w planie następny wpis o hanami czyli podziwianiu kwitnących wiśni.
Fajny spacerek :). Mnie też łapią za serce te mikroskopijne ogródeczki :). Zastanawia mnie natomiast ogromna ilość kabli rozwleczonych dosłownie wszędzie nad ulicami. Zawsze psuje mi to przyjemność oglądania, sprawia wrażenie bałaganu i prowizorki. Czy to jest norma w Japonii? W Polsce nigdzie się z czymś takim nie spotkałam, owszem tu i ówdzie są jeszcze linie napowietrzne, ale żeby w mieście była taka plątanina, to nie widziałam. U nas jest tendencja do zakopywania, zarówno na nowych terenach jak i w starej zabudowie.
OdpowiedzUsuńJa też sie wzruszam na ich widok :))
UsuńTe kable nad ulicami to norma w Japonii, niestety, bo jak zauważyłaś psują każdy widok, nawet pieknie kwitnące drzewo podziwia sie w komplecie z kablami ;-) Ale musze przyznać, że choć sprawia wrażenie bałaganu, to jest w tym jakiś porządek. Mam widok z okna na takie kable idące w różnych kierunkach (do sąsiednich domów) i powiem Ci, że wyglądaja całkiem porządnie, nie są bezładną plątaniną. Gdzieś w Tokio, nie pamiętam dokładnie gdzie, kable były pochowane w ziemi, więc może zaczną zakopywać.
Przy ewentualnych uszkodzeniach po trzesieniu ziemi wiszace przewody latwiej naprawic niz rozkopywac ulice.
UsuńNa wielu miejscach nie ma nawet mozliwosci zakopania kabli, wszedzie skaly!
Np. moja ulubiona Enoshima, znasz?
Pozdrawiam, bardzo sie ciesze ze znalazlam Twoj blog!
Mari
Dziękuję za odwiedziny i komentarz!
UsuńEnoshimę znam, ale ostatnim razem odwiedziłam ją baaardzo dawno temu.
Ja również bardzo się cieszę i mam nadzieje, że będziesz zaglądać :))
Kochana
OdpowiedzUsuńDziękuję za ten wirtualny, bezpieczny spacer:)
Roślinność rozkwitła, aż miło popatrzeć:)
Zdrówka, spokoju, dla Ciebie i bliskich z serca życzę:)
Trzymajmy się razem, będzie dobrze:)
Nie ma za co, dziękuję, że zajrzałaś :)
UsuńTobie i Twoim bliskim również życzę zdrowia i spokoju w tym trudnym czasie.
Będzie dobrze, musi być :)
Zrobiłaś mi wielką przyjemność tym wpisem. :) Tak samo mnie podszeptują niektórzy, by robiłam więcej zdjęć ze spacerów niż z góry, bo góry wszędzie takie same, a nie każdy miał okazję spacerować po osiedlach szwajcarskich. Coś się wykombinuje. :)
OdpowiedzUsuńBardzo się cieszę :))
UsuńZawsze z ogromną przyjemnością oglądam Twoje górskie zdjęcia, bo na nich nie tylko góry, ale też i np. miasteczka można obejrzeć. Do tej pory byłam całkiem usatysfakjonowana takim obrazem Szwajcarii, bo jakoś nie przyszło mi do głowy, że mogłabyś pokazać coś innego. Ale teraz dołączam do tych podszeptywaczy: pokaż koniecznie szwajcarskie osiedla :))
Na razie mamy się nie kręcić po osiedlach tylko siedzieć w domach, ewentualnie spędzać czas na łonie natury, byle z daleka od ludzi, więc temat trochę poczeka. ^_^
UsuńWiadomo, że to plan do zrealizowania jak już sytuacja sie poprawi :))
UsuńTeż uważam, że zdjęcia ze spacerów to świetny pomysł :) Zachęcam Cię jak najbardziej do ich kontynuowania. Dla osób uwielbiających spacery, ale spacerujących rzadko (tak jak ja i zwłaszcza teraz) takie zdjęcia stanowią wytchnienie od ciężkiej rzeczywistości.
OdpowiedzUsuńDziękuję Ci Aniu bardzo :)
Celcie drogi, to ja dziękuję :))
UsuńPostaram sie więcej takich zdjęć pokazywać. W następnym wpisie, mam nadzieję za kilka dni, pokażę kwitnące wiśnie.
Wszystkiego dobrego :)
Mokuren, kochana jesteś! Bardzo się cieszę, że posłuchałaś mojej podpowiedzi i zrobiłaś nam wszystkim piękny, wirtualny spacer po Tokio. Ze spacerami teraz trzeba się wstrzymać, szczególnie dłuższymi (my z psiakami do lasku i do domu, do domu!). Urokliwe są takie wąziutkie uliczki, schodki, zupełnie jak we Włoszech, w Ascoli u Lucii (https://pozagranicamipolskialenietylko.home.blog/). Wiszące pranie też jak we Włoszech - tak mi się skojarzyło. Pewnie dlatego, że przed chwilą u niej na blogu byłam, tam cicha nadzieja...
OdpowiedzUsuńPokazałaś połączenie starego z nowym, stare domki obok nowych budynków, ale - co ciekawe - "nie gryzą się". Niczym wielopokoleniowa rodzina mieszkająca w zgodzie pod jednym dachem. I rzeźby ładne, i fontanna (koło skojarzyło mi się z sieczkarnią u babci, hi hi ;-)). A do ogrodu jagodowego chętnie bym się zakradła :) No, ale sakura to coś pięknego! Masz gdzie spacerować. Popatrz, a mnie się Tokio kojarzyło tylko z zatłoczonymi ulicami bez drzew, w ogóle bez żadnej zieleni! Trzymaj się i uważaj na siebie. Buziaki :-)))
:-)))
UsuńNigdy nie byłam we Włoszech, więc nie mam porównania, tyle co ze zdjęć czy filmów. Dziękuję za namiary na bloga Lucii - zajrzę i poczytam.
W Tokio są oczywiście fragmenty miasta betonowe, zapchane ludźmi i samochodami, z niewielka ilością zieleni, ale generalnie zieleni jest dużo, a mieszkańcy domków jednorodzinnych brak ogródka rekompensują sobie roślinami w skrzynkach wystawianymi wokół domu.
Anko, Ty też uważaj na siebie :)) Pozdrawiam słonecznie.
Zawsze uważam, że nie ma to jak przechadzki po okolicy, więcej widać, można odkryć wiele ciekawostek i nacieszyć oczy, choćby tymi owocami, rzeźbami...
OdpowiedzUsuńChętnie Ci towarzyszyłam w spacerze po okolicy:-)
Cała przyjemność po mojej stronie :))
UsuńRaz na jakiś czas dobrze jest zrobić sobie przerwę od tych popularnych miejsc i pospacerować po nudnej, wydawało by się na pierwszy rzut oka, okolicy i odkryć różne ciekawostki.
Serdecznie pozdrawiam :)
Wiesz co, Magnolio? Podoba mi się tam:-) Jest tak...swojsko, zupełnie nie po tokijsku. Wąskie uliczki, niewysoka zabudowa taka trochę bez ładu i składu. Zupełnie jak w Polsce:-) Trochę mnie przerażają te nisko wiszące przewody energetyczne ale...co kraj to obyczaj. Za to bardzo podoba mi się pomysł z tymi 'turystycznymi ogrodami' chociaż cena podoba mi się mniej:-)
OdpowiedzUsuńTen spacer sprawił mi wielką przyjemność. Czekam na następny:-)
Bardzo mi miło, że sprawiłam Ci przyjemność :)
UsuńTe przewody, to niby nisko wisza, ale nie na tyle, by zagrażać chodzącym ludziom.Tyle tylko, że psują widok.
Serdecznie pozdrawiam :))
Aniu, ślicznie tam u ciebie. Mogłoby być trochę mniej asfaltu i drutów w powietrzu, ale gdzie tego nie ma? I wspaniale spacerować z tobą po twoim mieście, żałując tylko, że nie można zrobić tego osobiście. Widzę, że jak wszędzie na świecie ludzie tęsknią za naturą, stąd pewnie te mini-ogródeczki. Przytulaski
OdpowiedzUsuńEwo, bardzo mi miło :))
UsuńNo drutów w powitrzu to mamy tutaj mnóstwo. Staram się ich nie zauważać, ale czasami przy ładnym widoku się nie da.
Buziaczki i trzymaj sie zdrowo :))
A, zapomniałam - rzeźby są wzruszające :)
OdpowiedzUsuńMnie rozczuliła zwłaszcza ta z łódeczką :)
UsuńI tak twierdzę, że taki uliczki są urokliwe.
OdpowiedzUsuńDziękuję za odwiedziny i komentarz!
UsuńJeśli się zejdzie z głównych szlaków i zajrzy w boczne uliczki, to znajdzie się takich urokliwych mnóstwo.
uwielbiam spacery,tyle różnosci nam świat chce pokazać..dziś z Tobą powędrowałam po Japonii:):):Fajnie:):):
OdpowiedzUsuńDziękuję za odwiedziny i komentarz!
UsuńSkoro lubisz spacery to zapraszam za kilka dni na nastepny - wśród kwitnących sakur :))
zdumiewająca ilość kabli na słupach. chyba wszystko, co się da powieszone zostało - prąd i telekomunikacja.
OdpowiedzUsuńa pompa, to chyba do pojenia psów, żeby sobie mogły zlizywać wodę z tej granitowej kuli - akurat miałyby ją na wysokości pyska.
O! Witaj Oko po dłuższej nieobecności :)
UsuńNo niestety, wszystkie kable napowietrznie są poprowadzone.
A z tą pompą, to dobry pomysł masz. Nie wiem do czego służy w rzeczywistości, ale faktycznie mogłaby być wodopojem dla psów. A, zapomniałam, że tutaj przeważają psy miniaturki, więc pyszczki miałyby nie na wysokości tego metalowego dzyndzla na czubku kamiennej kuli tylko gdzieś u dołu kuli.
każdy liże tam, gdzie sięga, a woda leje się po granitowej kuli.
UsuńMasz rację!
UsuńWspaniały spacer z Tobą odbyłam Magnolio. I to od samego sobotniego poranka.
OdpowiedzUsuńJak wiesz kocham drzewa, więc najbardziej podobały mi się zdjęcia z sakurami i wiśniami...
Najserdeczniej Cię pozdrawiam
Bardzo mi miło, Stokrotko.
UsuńW nowym wpisie jeszcze więcej sakur :)
Serdecznie pozdrawiam
Piękny spacer,naładowałam akumulatory na cały dzień.Cieszę się na następny. Co do tych kabli to identyczne obrazki widziałam będąc kilka lat temu w Transylwanii.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie i życzę zdrowia
Dziękuję za odwiedziny i komentarz :))
UsuńO, no proszę, to Japonia nie jest jedyna taka okablowana ;) Dobrze wiedzieć.
Tobie również życzę zdrowia i pozdrawiam ciepło.