W ostatnim dniu maja po raz pierwszy od trzech miesięcy
skorzystałam z komunikacji miejskiej, a dokładnie z metra. Muszę przyznać, że
było to przeżycie niemalże na miarę dreszczowca Hitchcocka ;-)
Od tamtego czasu minął ponad miesiąc, ale jeszcze tylko
raz wsiadłam do metra, więc wrażenia nadal są niezapomniane.
Przejechałam co prawda niezbyt długi odcinek, ale za to z przesiadką! Lubię spędzać czas w domu. Muszę jednak przyznać, że wyrwanie się na dłużej gdzieś w nieznane po trzech miesiącach dreptania po najbliższej okolicy dostarczyło mi mnóstwo energii i wrażeń. Niestety prognoza pogody się nie sprawdziła i jak tylko wyszłam ze stacji rozpadało się, a parasola nie zabrałam. Mimo że potem już tylko kropiło od czasu do czasu, nie wyciągałam aparatu fotograficznego zbyt często, więc zdjęć mam niewiele.
Pojechałam tam, ponieważ miałam sprawę do załatwienia,
ale okazało się, że to całkiem ciekawe miejsce.
Przedstawiam Wam (ogromne!) osiedle Hikarigaoka Park
Town. Całkowita powierzchnia to 186 ha. Liczba mieszkań: 12000. Liczba
mieszkańców: 36000, ale z pewnością jest to liczba szacunkowa i zmienna.
Na terenie osiedla znajduje się kilka niedużych parków, szkoły podstawowe, gimnazja, liceum, sklepy, restauracje,
kawiarnie, posterunek policji, straż pożarna, zakład utylizacji śmieci i co tam jeszcze potrzeba do
funkcjonowania osiedla, a tuż
obok położony jest rozległy park Hikarigaoka.
Mapka osiedla. Zielony teren u góry to park Hikarigaoka. |
Bardzo ciekawa jest historia tego miejsca.
Pierwotnie były to tereny rolnicze. Uprawiano głównie ryż
i hodowano odmianę rzodkwi zwaną nerima (nerima daikon). Charakteryzowała się
ona wąskimi końcami i grubym środkiem, a także ostrym smakiem. Była dość długa
(70-100 cm) i ważyła około 1 kg. Co do zastosowania, to ponoć idealnie nadawała
się na kiszonkę takuan.
Podczas drugiej wojny światowej, w 1942 roku,
postanowiono na tych terenach wybudować lotnisko wojskowe. Zostało ukończone w
grudniu następnego roku. Wyruszały stąd do walki m.in. samoloty jednostki specjalnej
kamikaze. Po przegranej przez Japonię wojnie, lotnisko zostało przejęte przez
Aliantów. W 1947 roku nazwę terenów byłego już lotniska zmieniono z japońskiej
Narimasu na Grant Heights (od nazwiska generała i osiemnastego prezydenta USA
Ulyssesa Granta) i wybudowano tu mieszkania dla rodzin żołnierzy armii amerykańskiej.
Ostatecznie we wrześniu 1973 roku Grant Heights zostały w
całości zwrócone Japonii.
Cztery lata później ruszyły pierwsze prace budowlane.
Rozpoczęto od parku Hikarigaoka, później zajęto się wodociągami, a w 1981 roku
zaczęły powstawać budynki mieszkalne i reszta niezbędnej infrastruktury.
Pierwsi mieszkańcy wprowadzili się w 1983 roku. W kwietniu 1984 roku zaczęły
kursować autobusy, a w 1991 roku wydłużono linię metra do stacji Hikarigaoka
znajdującej się mniej więcej po środku całego osiedla.
![]() |
Zdjęcie lotnicze z okresu 1945-47. |
![]() |
Zdjęcie lotnicze z okresu 1974-78. |
![]() |
Zdjęcie lotnicze z okresu 1984-87. |
![]() |
Zdjęcie lotnicze z 2017 r. |
※Zdjęcia lotnicze pochodzą z zasobów Geospatial
Information Authority of Japan (国土地理院).
Muszę przyznać, że osiedle nawet mi się podobało. Co
prawda, nie zamierzam przeprowadzać się do bloku, zwłaszcza dużego, choć
mieszkanie na co najmniej szóstym-siódmym piętrze bardzo kusi (wspaniałe
widoki!), to ze zwykłej ciekawości poszukałam ofert kupna/wynajmu. I byłam
zaskoczona. Mimo że budynki są stare, prawie czterdziestoletnie, to ceny dość
wysokie. Nie wiem, czy wzmocniono konstrukcje budynków na wypadek silnego
trzęsienia ziemi, bo przecież technologia i przepisy zmieniły się na przestrzeni
tylu lat, ale wnętrza mieszkań, a przynajmniej te, które obejrzałam w
internecie zostały wyremontowane dość gruntownie i prezentują się całkiem,
całkiem. Oczywiście na wysoką cenę ma też wpływ cała infrastruktura i
otoczenie, a te są doskonałe. Moje
zdjęcia niestety zupełnie tego nie oddają :(
Poniższe cztery zdjęcia
osiedla znalazłam w zasobach internetu. Pochodzą ze strony Codan Walker (codan.boy.jp)
![]() |
Widać różnicę w zabudowie. W głębi osiedle, a na pierwszym planie zwykłe budownictwo jednorodzinne. |
Zachwyciło mnie nazewnictwo na terenie osiedla. Na
przykład: park Wiosennego Wiatru, park Letnich Chmur, park Jesiennego Słońca, park
Pachnący Czterema Porami Roku, kładka Albicji Biało-Różowej, kładka Słoneczników,
kładka Brzostownicy Japońskiej, kładka Wieczornej Flauty, kładka Pięknego Księżyca,
kładka Szumu Rzeki. Czyż nie są urocze? A do tego szkoły podstawowe o nazwach
jak pierwsze trzy parki. Nie trudno wyobrazić sobie jaką reakcję wywołują słowa:
„...chodziłam do szkoły podstawowej Jesiennego Słońca..” albo „...skończyłem
podstawówkę Wiosennego Wiatru...” ;-)
Trzeba też koniecznie napisać parę słów o głównym parku
Hikarigaoka. Planowano go jeszcze przed wojną, no ale z oczywistych względów
nie udało się zrealizować tych planów. Dopiero w latach siedemdziesiątych,
kiedy tereny te zwrócono Japonii, powrócono do projektu. Park został
otwarty w 1981 roku. Początkowo miał 34,6 ha z docelowych 60,7 ha. Tematem przewodnim
przy tworzeniu parku była „bujna zieleń i sport”. I rzeczywiście, zieleni
mnóstwo, a sport można uprawiać m.in. na boisku do baseballa, ośmiu kortach
tenisowych, 400-metrowej bieżni, terenie do trenowania łucznictwa. Park ma
również służyć jako miejsce ewakuacji w przypadku klęsk żywiołowych.
W głębi park. Kładki i schody nadgryzione zębem czasu... |
Wejście do parku. |
Nie
miałam już sił, żeby obejść park, więc na zakończenie tylko zdjęcie drzewa, pod
którym odpoczywałam, a którego liście/igiełki mój smartfon chciał odczytywać
jak kod kreskowy ;-)
Cypryśnik błotny. |
Ja z kolei jak zbyt długo siedzę w domu (i łażę tylko po okolicy), to zaczynam się robić wredna... -_-
OdpowiedzUsuńPodoba mi się tam. Tzn. ja ogólnie lubię osiedla mieszkalne dużych miast, jest w nich mnóstwo zieleni, cienia, a życie w blokach zawsze sobie ceniłam.
Rzeczywiście ładne nazewnictwo. :)
Ten stan też nie jest mi obcy ;-)
UsuńPrzez wiele lat mieszkałam na osiedlu w bloku, ale po pomieszkaniu w różnych innych miejscach i budynkach stwierdziłam, że nie chcę już wracać do bloków :)
Pomieszkałam trochę w domu i myśl o tym, że ogólnie mam mieszkać w domu, przeraża mnie. Jednak wolę bloki. :P Pewnie nie raz wstawię u siebie post z narzekaniem na warunki. ;D ;D
UsuńA może jeszcze się do tego domu przekonasz? Z wiekiem upodobania też się zmieniaja ;-)
UsuńCiekawa historia! Imponująco wygląda pozostawiona ilość zieleni - i oby tak zostało!
OdpowiedzUsuńMieszkanie w bloku, o ile jest w miarę przestronne, ma wiele zalet, zwłaszcza jak się jest młodym aktywnym człowiekiem albo rodziną z dziećmi w wieku szkolnym. Wszystko jest blisko - szkoła, praca, sklepy, zajęcia pozalekcyjne itd. Ja mieszkam w domu jednorodzinnym, ale tęsknię za miejskim gwarem :). Z drugiej strony - w moim mieście było dawniej bardzo dużo zieleni, ale w ostatnim dziesięcioleciu zabudowano niemal każdy skwerek i to już nie jest fajne. W mieście musi być równowaga, przestrzeń.
Nazwy piękne! I takie powinny być! u nas szkołom i ulicom nadaje się nazwy typu "Żołnierzy Wyklętych" - no może trzeba jakoś uczcić ich pamięć, ale nie chciałabym mieszkać przy takiej ulicy, to się gdzieś w głowie odciska jakąś traumą. Wolę Jaśminową, Stumilowego Lasu albo Pogodną :).
Masz rację. Pod wieloma względami mieszkanie w bloku ma wieie zalet. Mieszkałam w bloku prawie od urodzenia gdzieś do 24 roku życia, a później jeszcze przez 10 lat, ale teraz do bloku nie tęsknie.
UsuńNo właśnie, w Polsce tych nazw mających za zadanie uczcić pamięć jest za dużo. Ja na szczęście nie mieszkałam przy takiej ulicy, a moje szkoły miały za patronów naukowca i astronoma.
Małgosiu, a czy w najbliższym czasie coś u siebie napiszesz? Smutno bez nowego wpisu...
O, jak miło, że w blogosferze ktoś za mną tęskni :)))). Myślę, że lada dzień coś na moim blogu drgnie :).
UsuńZ całą pewnością nie tylko ja :)
UsuńTo super, już nie mogę się doczekać :)))
Mokuren, w 1981 r wprowadziłam się na Ursynów, tak mi się skojarzyło z tym osiedlem.Właściwie miasteczko nie osiedle można powiedzieć. Zbudowane mądrze, z uwzględnieniem potrzeb mieszkańców. Nazwy urocze, bardzo mi się podobają, aż przyjemnie byłoby mieszkać w pobliżu i iść do domu kładką Pięknego Księżyca :) Pozdrawiam Cię serdecznie :)
OdpowiedzUsuńO, to Ursynów mniej więcej z tego samego okresu :) Nie pamietałam dokładnie, kiedy wybudowano, ale bardzo często tam jeździłam do rodziny i znajomych.
UsuńJa również serdecznie Cię pozdrawiam :)
Chciałabym Cię dziś imieninowo wyściskać i życzyć spełnienia wszystkiego co tylko sobie wymyślisz! A zdrowia przede wszystkim, radości i szczęścia! Buziaki :)))
UsuńDziękuję!!! Ależ mi zrobiłaś miłą niespodziankę. Już biegnę do Ciebie :)
UsuńJuz dawno nie widziałem takiej zabudowy. Odzwyczaiłem się od wieżowców i wysokich budynków. Podoba mi się jednak fakt, że to nie tylko beton ale i sporo zieleni. Historia tez ciekawa. Wystarczyły dwie bo by atomowe i Japonią stała się na długo wasalem Wuja Sama. Na szczęście to juz historia.
OdpowiedzUsuńKiedy się mieszka na takich wysokościach jak Ty, to i wieżowce nie są potrzebne, widoki i tak są wspaniałe :-))
UsuńTo takie niemalże miasto-ogród. Z pewnościa bardzo przyjemnie się tam mieszka.
A historia, rzeczywiście, na szczęście jest już historią.
I znowu dzięki Tobie odbyłam daleką podróż.... chociaż siedzę na działce 25 km. na północ od Warszawy.
OdpowiedzUsuńA nazwy na osiedlu o którym piszesz są piękne i wzruszające...
Serdeczności Magnolio....
P.S. Czy mnie jeszcze pamiętasz???
Stokrotko, oczywiście, że pamiętam :) Nawet do Ciebie zaglądam, ale zwykle robię to z komórki i niestety nie mogę skomentować. Postaram się zajrzeć z komputera i zostawić znak.
UsuńSerdecznie pozdrawiam :)
Magia Internetu, siedzę w górach, polskich górach, a czytam ciekawostki japońskie.
OdpowiedzUsuńNazwy naprawdę oryginalne, ulotne takie. jak u nas nazwy farb do malowania ścian: niespełnione marzenie, indiańskie lato, chiński jedwab...
Dobrze, ze dba się o parki i skwery, to płuca miasta!
To prawda, magia. Ja z kolei siedzę w deszczowym Tokio i jednocześnie wędruję z Tobą po polskich górach :-)
UsuńZawsze się zastanawiałam kto i jak wymyśla te nazwy farb ;)
Przecudne miejsce! Takie miasto w mieście niemalże. Kocham takie miejsca - im więcej zieleni, tym lepiej :) Na moim obecnym osiedlu jest dużo zieleni, ale niestety wszędzie daleko i mieszkanie w bloku. Ja w bloku mieszkałem praktycznie całe życie, za wyjątkiem Stanów, kiedy najpierw mieszkałem w domu blisko centrum miasta, potem w domu na przedmieściach, z kawałkiem pięknego ogrodu. Już nie potrafię się w bloku odnaleźć.
OdpowiedzUsuńJa też mieszkałam przez wiele lat w bloku, ale teraz już bym nie portrafiła. Jak się pozna inne możliwości i ich zalety, to trudno wrócic do bloku...
UsuńWszystko dla ludzi. Na tym polega cywilizowany kraj. Na tym polega mądre gospodarowanie podatkami. I do tego te kładki :)
OdpowiedzUsuńPrzytulaski
Masz racje, ale to akurat tylko jeden chlubny przykład, a niestety "łyżek dziegciu" jest tu sporo...
UsuńA kładki tak, super sa :-)
piękny ten cypryśnik. nazwy mostków również.
OdpowiedzUsuńMnie też zauroczył ten cypryśnik, pierwszy raz w życiu go widziałam.
UsuńJa tydzień temu, tj.3. lipca odważyłam się na pierwszą od 4. marca (czyli po 4 miesiącach) przejażdżkę tramwajem:-) Ależ to było przeżycie!
OdpowiedzUsuńBardzo ciekawie prezentują się zmiany tego terenu na przestrzeni lat widoczne na zdjęciach lotniczych. I niesamowity jest ten kontrast między zabudową jednorodzinną, a blokami. Daje uczucie pewnego uporządkowania i przejrzystości. Nie to co u nas gdzie panuje totalny miszmasz, żadnego ładu i składu w zabudowie...
Nazwy rzeczywiście niespotykane i piękne. Takie poetyckie:-) A samo miejsce wydaje się bardzo przyjazne.
Serdeczności Magnolio:-)
Och, wyobrażam sobie co czułaś ;-)
UsuńA propos kontrastu między blokami i zabudową jednorodzinną. W tamtych czasach bloki/osiedla to było marzenie przeciętnego Japończyka. Były symbolem nowoczesności, powiewem zachodu.
Pozdrawiam serdecznie :)
Kiedy czytałam zdanie o niezabranym parasolu, to przypomniał mi się film oglądany na Galileo, o tym jak Japończycy traktują rzeczy znalezione, wśród których było mnóstwo parasoli. Pomyślałam wtedy, że szkoda iż nie ma wypożyczalni takich akcesoriów, bo wtedy spacer mógłby być dłuższy. Z każdym przeczytanym u Ciebie postem moja fascynacja Krajem kwitnącej wiśni rośnie. zaskoczyło mnie upodobanie do kładek, bo dość dużo ich w przytaczanych nazwach, ale to znacznie ciekawsze niż wieczna martyrologia w polskim nazewnictwie. Dziękuję za kolejny wspaniały post i pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńTo ja Ci dziękuję za odwiedziny i komentarz :-)
UsuńPomysł z wypożyczalnią niezły, ale akurat jeśli chodzi o parasole, to wydaje mi sie, że w Japonii by się nie sprawdził. Łatwo dostępne są bardzo tanie parasole (ale dość trwałe), zwłaszcza podczas deszczu, więc wygodniej jest kupić niż wypożyczyć i potem się martwić koniecznością zwrotu.
Pozdrawiam serdecznie :))
Teraz rozumiem, dlaczego w biurze rzeczy znalezionych parasoli było tak wiele. Łatwiej kupić nowy, niż szukać zgubionego. Uściski.
UsuńKochana
OdpowiedzUsuńDziękuję za kolejną dawkę ciekawostek z Japonii 😀☂
Serdeczności przesyłam moc 💛🌞🙋♀️☕🌺🦋
Nie ma za co. To ja Ci dziękuję za odwiedziny i komentarz :))
UsuńAż ciężko sobie wyobrazić, że na osiedlu może znajdować się tyle ciekawych rzeczy. Osiedla zazwyczaj kojarzą mi się głównie z budynkami mieszkalnymi i raczej drobnymi zielonymi strefami, a tam kilka parków, boiska i masa ciekawych nazw! :)
OdpowiedzUsuńWitam Cię serdecznie i dziękuję za komentarz.
UsuńNo właśnie, ja też się nie spodziewałam tylu atrakcji. A dotego jeszcze ciekawa historia miejsca.
Jak zwykle u Ciebie pełno ciekawostek, a zdjęcia uzupełniają tekst. Japonia dla Polaka to dalej egzotyka, mimo internetowych wiadomości, mimo literatury. Piękne osiedle, słodkie nazwy, dużo zieleni, dlatego chciałoby się zamieszkać na takim osiedlu.
OdpowiedzUsuńŻycia w luksusie i szczęścia życzę z okazji Imienin.
Serdeczności zasyłam
Ultro, serdecznie dziękuję za życzenia imieninowe. Życia w luksusie.... Podobają mi się takie życzenia ;) Aż się rozmarzyłam. Luksus mi raczej nie grozi, ale pomarzyć można ;-)
UsuńGoraco pozdrawiam i ślę słońce :))
Bardzo mi się podoba Tokio na Twoich zdjęciach :-) Nazwy piękne. O ileż lepsze takie od nazwisk jakichś ludzi, którzy bynajmniej nie zawsze na uwiecznienie zasługują...
OdpowiedzUsuńDziękuję :) Bardzo lubię Tokio i chciałabym, żeby innym też się spodobało. Takie nazwy czasami mogą się wydawać zwykłe, błahe, nawet dziecinne, ale chyba rzeczywiście są lepsze od nazwisk czy wojenno-martyrologicznych.
Usuń